strona główna paralotnie.org główna
aktualnościNajnowsze
Całe archiwum
2008-12-28 21:54:28
Nasz gospodarz Machendra na pożegnanie postanowił nas uraczyć kozą z grilla. Arek pojechał z gospodarzem w góry na poszukiwanie kozy a ja pojechałem do miasta kupić drewno. Koza została pojmana i przywieziona na motorze a następnie przytroczona do kołka gdzie  zżarła wszystkie kwiatki i listki które miała w swoim zasięgu. Po 18 przyszedł rzeźnik poświęcił kozę namalował jej na czole czerwoną kropkę i jednym wprawnym ruchem uciął jej łep. Wypadki toczyły się w zawrotnym tempie, po 20 minutach koza była już oskubana wypatroszona i gotowa do grillowania. Ku naszemu zaskoczeniu koza nie wylądowała nad rozpalonym węglem na metalowej kratce jak to odbyło się w Polsce. Koza została zawieszona za nogi na drucie telefonicznym nad ogniskiem. Po paru minutach zajęła się żywym ogniem i trzeba było się bardzo spieszyć żeby odcinać upieczone kawałki a nie zwęglone. Po godzinie koza została po części zjedzona i po części skremowana, zostały tylko obgryzione dwie nogi z kopytkami :)
2008-12-28 21:51:52

Cała grupa jest na trekkingu w Pokharze zostałem tylko z jedną osobą. Nudzimy się jak psy wstajemy o 12 jemy śniadanie po którym idziemy się zdrzemnąć, ponownie wstajemy po 18 jemy steka idziemy na koncert do naszego ulubionego baru Busy Bee. A wszystkiemu winna jest firma która miała dla nas zorganizować kurs kajakarstwa górskiego. Podjęliśmy nawet próbę rozpoczęcia kursu niestety kolejnego dnia okazało się, że w całym Nepalu nie można znaleźć kajaka dla gościa o wzroście powyżej 160 cm.

2008-12-28 21:50:01

W Bombaju pakistańscy terroryści zaatakowali cywilów. Nasze telefony oszalały w ciągu paru minut odebraliśmy kilkadziesiąt sms-ów od znajomych i rodziny z polski.   Tak więc dementujemy  pogłoski nie udało się nas zastrzelić, wysadzić ani poderżnąć nam gardeł :)

2008-11-21 14:15:04
Dzisiaj nasza grupa rozdzieliła się na dwa pododdziały. Jeden poleciał bladym świtem do Jomson na trekking. Mają w planach przejść najgłębszą doliną świata między Dhaulagiri i Annapurną oraz zaczłapać się do Muktinath.
Reszta zaczęła kurs kajakowy, znudzeni raftingiem postanowiliśmy pozwolić sobie na małą ekstrawagancję :)
Kurs zaczął się od panicznych poszukiwań w Pokharze kajaków, w które zmieściłyby się nasze długie nogi i szerokie d....:) Po dwóch godzinach unosiliśmy się już na powierzchni jeziora na czymś, co bardziej w prowadzeniu przypominało samochód na lodzie niż kajak. Niemalże zamknięcie jednej powieki powodowało skręt. Ponad dwie godziny uczyliśmy się pływać po prostej. Jutro nauka przewrotek i ruszamy na rzekę. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy ... na razie blado to wygląda :)
2008-11-20 11:41:36
Bladym świtem o 9 rozdzieliliśmy się na dwie grupy, jedna ruszyła na raffting a druga polatać w nowym miejscu. Po dwóch i pół godzinie dotarliśmy do trzykilometrowego zbocza Bandipur, na którym można wykonywać loty żaglowe; jest to również świetne miejsce do rozpoczęcia przelotu. Podróż na startowisko trwała ponad 20 minut, całe szczęście udało się znaleźć tragarzy, którzy świetnie radzili sobie na wąskiej i stromej ścieżce z naszymi worami. Najskoczniejsze z grupy Szerpów były dwie kobiety, zapakowały plecaki na głowę i ruszyły w zawrotnym tempie na startowisko. Rozwijały taką prędkość, że nie można ich było wyprzedzić aby zrobić zdjęcia :) Góra, startowisko i latanie wyjątkowo łatwe, wygrzane stoki dawały możliwość kilkugodzinnego latania. Za to lądowisko, jak to w Nepalu, poprzecinane drutami rozciągniętymi między drzewami, pełne poletek ryżowych i dzikich zwierząt, które wesoło posykiwały na nasz widok.
2008-11-19 03:48:59
Mieliśmy jechać do granicy indyjsko-nepalskiej prywatnymi jeepami, ale postanowiliśmy trochę zoaszczędzić. Podróż trwała 11 godzin i kosztowała 4 dolary. Idąc za ciosem postanowiliśmy oczczędzić jeszcze troszeczkę i do Pokhary w Nepalu dojechaliśmy zwykłym rejsowym autobusem w 10 godzin i za 5 dolarów.
Razem przejechaliśmy 470 km w 24 godziny. Powiem wprost - tyłki mamy kwadratowe :)
Założyliśmy sobie dzienniczki dobowej oszczędności - możemy w nich odnotować pierwsze sukcesy: oczszędziliśmy 4 dolary na wyprawie do Nepalu :)

Latanie
Dziś wdrażamy się w górę. Załatwiamy permity i organizujemy transport na startowisko. Przypadła mi w udziale super fucha: stałem z radiem na lądowisku jak ten łoś i pilnowałem żeby grupa w całości powróciła z Nepalu :)
A następnego dnia latania przypadła mi znowu super fucha i ... stałem jak łoś na startowisku :)


W dzienniczku dobowej oszczędności zapisaliśmy powrót z lądowiska do Pokhary lokalnym autobusem za 10 Rs czyli 20 gr.
2008-11-19 03:48:12
Po całej nocy spędzonej w pociągu wpłynęliśmy wraz z setkami pielgrzymów na peron w Varanasi. Szybka kąpiel, śniadanie i śmigamy zobaczyć świętą rzekę Ganges i ghaty, w których kończą swoją ziems drogę hinduskie szczątki. Muszę powiedzieć, ze robi to na mnie niezmiennie wielkie wrażenie, jednak najbardziej zaskoczyła nas nagła zmiana kierunku wiatru, przez co chmura czarnego dymu ze stosów całopalnych ruszyła w naszym kierunku :)
Na próżno było uciekać, zaklinowaliśmy się na małym balkoniku, z którego obserwowaliśmy ceremonię :)

Ganga River jest tak zanieczyszczona że łódź, którą płyneliśmy na wycieczkę w górę rzeki z ledwością mieliła gęstą ciecz :)
Jeżeli w tym tempie postępuje zanieczyszczenie, to ostatni 50-kilometrowy odcinek rzeki trzeba dowozić do morza ciężarówkami :)


Wieczorem ruszamy do granicy nepalskiej
2008-11-19 03:47:20
Zguba się oczywiście znalazła, trochę wypłoszona ale cała i zdrowa.
W planie mamy jeszcze bardzo ważny egzamin, członkowe grupy sami mają sobie wezwać ryksze, wynegocjować opłatę i wrócić do hotelu.
UUUUUUU FFFFF wszystkim się udało, jesteśmy całą grupą na jedzeniu w naszej ulubionej knajpce Daimond Restaurant.

Bardzo emocjonujący dla nas dzień zakończył się wyprawą na targ warzywny (po masę super zdjęć) no i tradycyjnym Roof Party na dachu naszego hotelu.
Fajnie było posłuchać jak z wypiekami na twarzy każdy chciał się podzielić swoją wyjątkową historią.
2008-11-17 15:18:33


Tegoroczny wyjazd zaczął się nad wyraz spokojnie, podczas odprawy bagażowej nie bylo żadnych problemów.
Delhi jak zwykle powitało nas smrodem już 300 metrów nad ziemią, samolot zassał delhijskie powietrze na podejściu do lądowania.


W tym roku nad miastem wisi taki smog, ze slonce choc w zenicie caly czas jest czerwone i prawie nie przeswituje przez mgle. Kolor ma jakby wlasnie zaczelo zachodzic :)
Plan pierwszego dnia udalo sie zrealizowac w 100 % zwiedzilismy JAMA meczet i Red Fort.
Z hotelu wyruszylismy metrem, juz podczas pierwszej przesiadki okazalo sie ze to nie sa cwiczenia i "jeden z naszych" zostal wypchniety przez fale wyplywajacych z wagonu metra na stacji ludzi.
Troche trwalo zanim  wytlumaczyl  nam gdzie sie wlasnie znajduje,  esemesy w stylu " stoję kolo rykszy" albo " widze trzy krowy i goscia z tobolkiem na glowie" nie dawaly szansy na odnalezienie zguby.

 

CDN

2008-11-09 21:28:10
We wtorek ruszamy na kolejną wyprawę do Indii i Nepalu, a potem dalej na dwa tygodnie na Andamany.W planie jak zwykle latanie, zwiedzanie i jedzenie :)

Andamany to archipelag długości 352 km i szerokości do 51 km składający się z 576 wysp z których TYLKO 26 jest zamieszkałych. Andamany to wyspy górzyste, więc mamy nadzieję polatać w jednym z niewielu miejsc na świecie gdzie nie widziano jeszcze glajciarza.
2008-08-10 22:16:02

Jesteśmy bardzo szczęśliwi z drużynowego srebrnego medalu w naszej kategorii. Niestety problemy techniczne i brak umiejętności spowodował, że w klasyfikacji indywidualnej nie zajęliśmy zadowalającej pozycji. Na zawodach tej rangi jest bardzo wysoki poziom i równo latający zawodnicy, odrobienie strat spowodowanych awariami sprzętu okazało się niemożliwe. Na pocieszenie pozostaje nam drużynowe srebro i świadomość, że mieliśmy swój mały ale znaczący udział w jego zdobyciu :)

Polska reprezentacja zajęła drużynowo medale w każdej z kategorii:

PF1 brąz

PF2 srebro

PL1 srebro

PL2 srebro

2008-08-08 00:32:41

Dzisiaj był bardzo intensywny dzień pobudka 4:30, start do konkurencji 5:30.  Latamy koniczynkę nad lotniskiem zalega mgła, dopiero po półtorej godziny oczekiwania otwarto start. Niestety na nas skończyła się kolejka i start został przesunięty o kolejne pół godziny. W oczekiwaniu na wejście na koniczynkę polataliśmy z Michałem w pięknej mgle, widoki super !!!

Po wznowieniu konkurencji wystartowaliśmy ponownie zaliczając task.

Po godzinie 13:30 zostanie otwarte okno do „kocich skoków”, lecimy po punktach które udało nam się oblecieć na trzeciej pozycji w drugim tasku. Bardzo nastawialiśmy się na tą konkurencję niestety elektryka w naszym Rotaxie odmówiła posłuszeństwa. Mamy śliczne zero w tym tasku J

Pod wieczór kolejne zadanie „wolno szybko” polecieliśmy jak po sznurku . Michał trochę narzekał na brutalne lądowanie, niestety trzeba było wylądować w decku  od razu po zakończeniu konkurencji.

Jeszcze odprawa przed następnym dniem i o północy jesteśmy w łóżkach.

2008-08-05 13:30:32

Konkurencje „czysta nawigacja z deklarowanym czasem” ukończyliśmy na trzecim miejscu. Na wykonanie zadania mieliśmy godzinę, z trasy wróciliśmy 40 sekund przed czasem.

2008-08-05 13:29:53

W pierwszej konkurencji „czysty start i celność lądowania” nie udało nam się wystartować, na rozbiegu połamaliśmy końcówkę śmigła. Po dodaniu gazu Rotax w naszym wózku przekręca się w prawo i śmigło uderza w kosz, przyczyną są za miękkie amortyzatory. Po paru godzinach wytężonej pracy udało nam się usunąć usterkę.

2008-08-05 13:29:13

W sobotę rozpoczęły się Mistrzostwa Europy PPG w Łomży. Na start zgłosiło się 120 zawodników.

Naszej  klasie PL2 czyli wózków dwu osobowych startuje 11 załóg.

2008-07-22 22:56:24

Egzamin odbędzie się o godzinie 16.30 w Rumii  na ulicy Kolejowej 54 budynek J.J Darboven

N 54.33.435'

E 018.24.820'

2008-07-15 21:28:42

Mistrz Polski Adam Cegiełka sprzeda napęd Parapower 124. Nalot 50 h stan bardzo dobry. Nowe śmigło i kosz, cena 7000.

Cena nowego kompletu 8300 zł

2008-06-21 11:33:35

Zapraszm serdecznie na egzamin na Świadectwo Kwalifikacji pilota paralotni.

Egzamin odbedzie się ww Borsku 31 lipca.

2008-04-01 22:47:17
Zapraszam serdecznie do obejrzenia relacji fotograficznej z wypadu
paralotniowego z Wietnamu z 2008 roku.
Mam nadzieje, że przypadną Wam do gustu, tradycyjnie starałem się ukazać Azje w trochę inny sposób. Tradycyjnie zdjęcia są mało paralotniowe.
2008-03-29 14:58:57

Serdecznie zapraszam na wyjazd szkoleniowy do Słowenii i Włoch.

W terminie 19.04 do 27.04 mamy w planach polatać na Lijaku w Kobaridzie i we włoskim Meduno. Jeżeli czas i pogoda pozwoli chcemy zalatać nad jeziorem Bohiń.

 

 

2008-03-12 22:37:01

W najbliższą sobotę i niedzielę ( 15, 16 Marca ) w Wołominie odbędzie się już piąta edycja Paragiełdy. Obecność swoją zapowiadają największe firmy producenckie i szkoły paralotniowe. Oczywiście nie braknie i nas. Serdecznie zapraszamy na nasze stoisko. W tym roku tradycyjnie wystawiemy się z pełną ofertą szkoleniową oraz z napedami firmy PARAPOWER.

 

2008-02-25 13:48:05

Miło mi poinformować, że film z wyjazdu paralotniowego do Indii i Nepalu został zakwalifikowany do prezentacji na Ogólnopolskich spotkaniach podróżników żeglarzy i alpinistów Kolosy 2007.

Prezentacja odbędzie się  6  marca 2008 po godzinie 21:00 r. w Centrum Gemini - kino Siver Screen ul. Waszyngtona 21, Gdynia Dokładny program Kolosów pod adresem :

http://www.kolosy.pl/program2008.php

2008-02-25 13:46:39

Jest już dostępna wstępna wersja kalendarza na rok 2008

2008-02-14 09:57:52


Wczesnie rano wsiedlismy na wynajeta lodz i wyruszylismy w droge powrotna do Sajgonu. Przed nami 120 kilometrow kanalami i rozelwiskami delty Mekongu. Odwiedzilismy najwiekszy w regionie plywajacy market ze setkami malych lodek, z ktorych mozna bylo zakupic swieze owoce i  warzywa.

Mielismy przed soba caly dzien spokojnej podrozy po rzece, nalezy nam sie odpoczynek. Mekong miejscami ma wielkosc naszej Zatoki Puckiej a miejscami ledwo udawalo nam sie przeplynac mala lodka turystyczna.

2008-02-14 09:55:52

Dzisiaj zaplanowalismy powrot z wyspy. Niestety zabraklo biletow na szybki prom i jestesmy skazani na prom towarowy. Po zaladowaniu parudziesieciu skrzynek z owocomi morza zabraklo miejsca dla pasazerow. Cala droge siedzielismy na cieknacych kartonach z rybami. Pelna korba. Mielismy plynac dwie i pol godziny, a tu sam zaladunek towarow trwal trzy a podroz lodzia cztery. Na lodke zostalismy zabrani "na lewo". Lodz nie byla przystosowana do przewozu pasazerow, wiec nie moglismy zawinac legalnie do portu. Na zatoke wyplynela po nas mala lodka motorowa, na ktorej oprocz nas plynely trzy motory, pare skrzynek i kilku wietnamczykow. Jakims cudem udalo nam sie wsiasc do autobusu, ktory jechal do celu naszego wyjazdu czyli miasta Can Tho. Podroz trawala szesc dlugich godzin, wszyscy byli bardzo wyczerpani i bez zwloki polozyli sie spac.

2008-02-13 17:55:36


Wczesnie rano pobudka i na motory zwiedzac polnocna czesc wyspy. Sprezeni na maksa wyjechalismy dopiero po dwoch godzinach: najpierw nie bylo dla wszystkich skuterow, potem Andrzej mial maly wypadek na skuterze i musial wziac prysznic i opatrzyc rany. Grzesiek zlapal dwie gumy pod rzad; ja musialem zmienic skuter, bo brakowalo w nim amotyzatorow itp itd i tak mielismy ponad dwie godziny opoznienia i ponad 70 km do przejechania w terenie mocno off roadowym. Poza zamieszaniem zwiazanym z poczatkiem wyprawy niewiele da sie na temat tej trasy napisac... zeby zdazyc z powrotem przed zmrokiem caly czas jechalismy na pelnym gazie z mala przerwa na kapiel i snorkeling. Pare odcinkow przebiegalo polna sciezka z mostkami zrobionymi z bambusowych kijkow. Na skuter troche za ekstremalnie, trasa wybitna na motor crossowy. Wyjazd zakonczylismy kolacja zlozona z 6 kg krewetek i 2 kg krabow. A co? dzien wczesniej przejadly mi sie kalmary a dzisiaj krewetki.


Uff... jak jest Ranigast po wietnamsku?

2008-02-13 17:54:33

Nie spieszac sie po sniadaniu wypozyczylismy skuterki i troche z nudow troche dla rozruszania kosci ruszylismy na objazd poludniowej czesci wyspy. Juz po paru kilometrach okazalo sie, ze klimaty sa tak 'zajebiszczne', ze stajemy co pareset metrow robic zdjecia. Z mapy wynikalo, ze czeka nas kilkunastokilometrowy prosty odcinek gruntowej drogi wzdluz wybrzeza, od paru dni nie padalo i spodziewalismy sie duzej ilosci kurzu. Przed "odcinkiem specjalnym" postanowilismy zatrzymac sie na kawe i lody. Po niecalym kilometrze poszukiwan znalezlismy lodziarnie przy hodowli perel. Dalej nuda, cieplo, kurz i tak dalej nuda, cieplo....., po 20 km dojechalismy do wioski rybackiej z zimnym swiezo wazonym piwem BIA HOI, co za ulga przestalo skrzypiec w zebach :) W wiesce natychmiast przejal nas rybak i zaprosil na swoj kuter. Przez dwie godziny usilowalismy zlapac kalmary na haczyk bez przynety, z kolowrotkiem zrobionym z kawalka rury kanalizacyjnej. Co ciekawe naszym miejscowym rybakom bez wiekszych problemow udalo sie zlowiec na taki sam sprzet ryby i kalmary. Po powrocie z morza w asyscie calej wioski i trzydziestki dzieciakow zjedlismy zlowione dwa kalmary na ganku rybackiego domku. Tlum tak napieral, zeby zobaczyc bialasow, ze brakowalo powietrza. Trzeba bylo kupic torbe cukierkow, zeby odciagnac od nas uwage rozkrzyczanych dzieciakow. Atmosfera byla przyjacielska do momentu negocjowania ceny wyprawy na ryby. Mieszkancy wioski nagle posmutnieli, spowaznieli i zaczeli cos warczec pod nosem. Koniec koncow zaplacilismy po 5 dolarow na glowe i z wioski wyjechalismy z siatka pelna kalmarow. W drodze powrotnej zaczepila nas grupa klikunastu wyrostkow pijacych piwo i spiewajacych piosenke "Wietnam, Ho Chi Minh" a my im na to hymn Polski i "hej sokoly". Niestety nie moglismy goscic dluzej, spieszylismy na grilla - do zjedzenia mielismy przeciez 6 kg kalmarow.

Nie moge patrzec na kalmary ... odbijaly mi sie przez trzy dni :)

2008-02-09 12:19:33
Od switu wszyscy nerwowo pakuja sie przed wyprawa na nurkowanie. Przed nami 1,5 godziny na lodzi zanim dotrzemy do rafy. Przejrzystosc wody nie jest taka jak w Egipcie, ale miejsce wyglada zachecajaco.
Od razu na samym poczatku przy przedmuchiwaniu maski usiadlem na jezowcu i do konca nurkowania piekla mnie d... . Nie mam duzego doswiadczenia w nurkowaniu i mi sie bardzo podobalo, ba mozna powiedziec, ze jestem zachwycony.
Wieczorem wyprawa na skuterach do centrum miasta, podobno ma przyjechac wesole miasteczko.
2008-02-09 12:18:49
Pozna noca, albo jak kto woli wczesnym rankiem o godzinie 3:45 ruszylismy na samolot na wyspe Phu Quoc. Przywitala nas mocna ulewa, od samego poczatku ruszylismy na poszukiwania swiezych owocow morza. Po 2 godzinach bylismy po trzecim posilku.
Miejsce do mieszkania super! piasek, plaza, cieple morze i tabuny wylegujacych sie na plazy Niemcow i Anglikow (tabun to okolo 12 sztuk)
2008-02-07 10:50:57

Od rana zwiedzalismy na rikszach rowerowych chinska dzielnice Sajgonu.
Pagody i pagody i jeszcze raz pagody, dosc juz mam zwiedzania ....:)

Dzisiaj oddzielil sie od stada Kacper, siedzi juz pewnie w samolocie do Australii. Jedzie do Manili zrobic pare trzystukilometrowych przelotow i wroci do Polski.

 

2008-02-07 10:50:55

Przezylismy male dejavu, wczoraj byl w Sajgonie byl sylwester 2008 roku. Bardzo dziwne przezycie, od rana z calego Sajgonu schodzili i zjezdzali na skuterach mieszkancy. Cala ta masa luda plynela majestatycznie w strone centrum miasta. Obchody koncentrowaly sie w obrebie duzej sceny, na ktorej byly koncerty i przemowienia partyjnych dzialaczy. Rozentuzjazmowany tlum krazyl caly czas pomiedzy scena a duzym rondem w centrum. Niekonczaca sie rzeka skuterow zatrzymala sie na 10 sekund przed godzina 24:00.Nastapilo uroczyste odliczanie, po ktorym bez wyraznego znaku wszystkie skutery ruszyly nad rzeke ogladac pokaz fajerwerkow. Po niecalych 5 minutach zostalismy sami na placu przed scena.
Z lekka zaskoczeni i samotni ruszylismy w strone hotelowej restauracji, niestety po 10 minutach pokaz sztucznych ogni sie skonczyl i rozszalala fala skuterow wlala sie ponownie do centrum. Zostalismy osaczeni na glownej ulicy miasta, do hotelu brodzilismy w tlumie malych wietnamskich ludzikow przez okolo 2 kilometry. Czulem sie jak bym satl na drodze stada antylop gnu pedzacych do wodopoju.

PS.
Z okazji Nowego roku cala grupa pragnie zlozyc najserdeczniejsze zyczenia dla naszych kolegow z Polski. Jest tu bardzo cieplo i slonecznie, 36 stopni w cieniu starszna nuda. Jedzenie smaczne ale schabowy z kapusta lepszy, bardzo tesknimy za piekna polska pogoda, silnym wiatrem i deszczem ze sniegiem :)

2008-02-07 05:48:11
Wieczor zakonczylismy na kolacji zorganizowanej przez wietnamskich pilotow.
Chyba troche probowali zrobic na nas wrazenie zamawianymi potrawami, kazda kolejna byla dziwniejsza. Apogeum byla koabra, ktorej swieza krew musielismy wypic z wodka zagryzajac jej surowym jeszcze bijacym sercem.
W rogu sali obok akwarium z swiezymi owocami morza siedzial maly tlusciutki piesek - ciekawe czy tez wyladuje na talerzu.

Okazalo sie, ze Azjaci wcale nie maja takich slabych glow, dzielnie dotrwali do ostatniego toastu za "przyjazn polsko-wietnamska" :)
2008-02-05 10:14:44

Po calonocnej podrozy autobusem o 4:50 dotarlismy do Sajgonu. Niestey pokoje hotelowe nie byly jeszcze przygotowane i wluczylismy sie po miescie do 12. To znaczy grupa sie wluczyla bo Kacper i ja biegalismy miedzy Air Vietnam i Air France probujac uratowac nasze rezerwacje na lot do Phu Quoc.

Z godzinke ruszamy do krawca zamowic garnitury, ktore odbierzeby po powrocie z wyspy gdzie zamierzmy nurkowac i smigac na Kitach.

2008-02-04 04:20:39
.....byla superrrr !!!!
Zamowilismy drugi raz jajeczko z nienarodzona kaczka w srodku. Poprzednio jedlismy jaja oznaczone numerem 1, tym razem dostalismy jajka z numerkiem 3, i to byl blad ! Okazalo sie ze numerami oznaczone sa stadia rozwoju zarodka. Numer 3 to kaczka z piorami, dziobkiem i koscmi. Poddalismy sie i nie dojedlismy do konca.

Zaraz smigamy na latanie, potem szybki prysznic i do Sajgonu na TET, czyli chinski nowy rok. W Sajgonie zostaniemy dwa dni.
2008-02-03 12:59:05
Dzis bardzo sumiennie wypelnilismy nasze obowiazki wobec grupy, Kacper obczajal warun siedzac w pelnym sloncu na gorze, a ja smigalem z grupa na skuterkach po okolicy. Po 13 zrobil sie super warun, niestey wtedy role sie odwrocily i Kacper polecial, a ja w pelnym sloncu startowalem pilotow :(

Za 10 minut smigamy na pieczona zabe i bijace serce kobry..... ciekawe co z tego bedzie??
2008-02-03 02:39:55
Kolejny dzien przywital nas slabym wiatrem i poczatkowo bezchmurnym niebem. Warunki do latania bardzo dobre podstawy na 2500m, pod koniec dnia niebo sie przykitowalo i nie pozwalalo na wykonywanie lotow termicznych. Ostatni zlocik na ladowisko cala grupa zakonczyla grajac z miejcowa druzyna w siatkowke.

Po lataniu wybralismy sie na slimaki, niektore dobre inne takie sobie. Hitem wieczoru stalo sie jajko kaczki z pisklakiem w srodku. Wietnamskie kaczki wysiaduja jajka, ktore przed wykluciem pisklecia gotuje sie na twardo. Trudno sie przemoc do zjedzena, ale smakuje wybornie.
2008-02-02 08:36:00
Na gore do latania przyjechalismy o 9 rano. Po odprawie z wietnamskimi pilotami zaczelismy oczekiwanie na warun. Skwar niemilosierny 35 stopni w cieniu i niemilosiernie palace slonce. Po 8 godzinach oczekiwania zrobil sie warun polecial kacper i paru innych pilotow, niestety za godzine warun sie skonczyl, zaczelo bardzo wiac ze zlego kierunku :(

Kolacje zjedlismy w barze gdzie samemu mozna zrobic sobie spring-rolle. Glownym skladnikiem wiosennego rolla jest zielenizna jaka w Polsce zywia sie tylko kury i kaczki :)
Wieczor zakonczylismy w restauracji karaoke z miejcowymi pilotami.
2008-02-02 08:35:24
- 8:00 sniadanie (owoce, jajecznica, kawa i swiezy sok z pomaranczy)
- 10:30 pierwszy przedobiednik (krewetki, kawa i lody)
- 12:00 drugi przedobiednik (zupka, kalmary i sok z owocow)
- 13:00 obiad wlasciwy (ryz z owocami morza, kurczak curry z trawa cytrynowa i            zupka oraz kawa)
- 14:30 pierwszy poobiednik (malze na parze)
- 15:30 drugi poobiednik (tofu w clay-pot)
- 16:00 podwieczorek (lody i kawa)
- 21:00 kolacja (ryz z warzywami, piwo)
- 23:00 przekaska przed snem (spring-roll i ranigast max :)
2008-01-31 04:55:01
Wysiedlismy z autobusu w Da Lat. Jest 4:50 rano czasu lokalnego. Tradycyjnie dotarlismy na miejsce przeznaczenia z wieloma "atrakcjami".

Ale od poczatku:

- w Berlinie na lotnisku nasi bracia z Uni Europejskiej aresztowali Marcina za posiadanie noza w glownym bagazu. Dopiero po wplacie 200 euro kaucji i interwencji Ambasady wypuscili chlopaka. W samolocie uslyszelismy w glosniku "the areoplane has technical problem, sorry" po dwoch godzinach usterka zostala usunieta i odlecielismy do Paryza.

- na samolot do Sajgonu spoznilismy sie tyko 5 minut :). Linie lotnicze zaoferowaly nam hotel w Disneylandzie, od rana mamy w planach zwiedzanie Paryza i wizyte w parku Disneya.

Podczas ostatniej odprawy celnicy zabieraja Kacprowi karabinki, podobno moga byc bardzo niebezpiecznym narzedziem zbrodni w rekach szalenca. Razem z karabinkami do kosza trafia 2 litry Whiskey i pianka do golenia, oj szkoda bardzo :)

- W Bangkoku na lotnisku na chwile gina nam bagaze, zabieraja mi nozyczki i do kosza laduje 3 litry Whiskey i szampon, oj szkoda bardzo :)
2008-01-25 14:42:51
Przygotowania do wyjazdu idą pełną parą. Sprzęt już poważony i zapakowany do placka.

Jeszcze tylko dojazd do berlina, 18 godzin lotu i.......

Good Morning, Vietnam !!!!!!
2008-01-13 15:33:21

Dziękuje serdecznie wszystkim którzy zechcieli pomóc przy organizacji WOŚP na plaży w Gdyni.

Dziękuję również licznie przybyłej barci paralotniowej.

Niestety warunki atmosferyczne nie pozwoliły na latanie. Jedynie nasz Mistrz (trzykrotny) Adam Cegiełka dokonał emocjonującego startu, lotu i spektakularnego lądowania :)Ratując tym samym honor paralotniarzy.

2008-01-02 14:59:26

- Dudek Nemo M, data produkcji 04.2007 rok, po pełnym przeglądzie u
Dudka przewiewność 15 ( 0-20 stan tkaniny nowej ),cena : 3900zł
- Dudek Nemo L, data produkcji 04.2007 rok, po pełnym przeglądzie u
Dudka przewiewność 18 ( 0-20 stan tkaniny nowej cena : 4000 zł


Spadochrony zapasowe:
- Karpo Fly RS 100 do 100 kg ,data produkcji 05.2007 rok, cena: 790 zł
- Karpo Fly RS 130 do 130 kg, data produkcji 05.2007rok, cena: 890 zł


Uprzęże z karabinkami:
- Karpo Fly CLEVER 2 rozmiar M ( czerwono szara ), data produkcji
05.2007- zapięcia PT-Lock, protektor 14, belka speed-system, karabinki
Power-Fly , wyczep cena : 870 zł
-Karpo Fly CLEVER 2 rozmiar L ( pomarańczowo szara), data produkcji
05.2007- zapięcia PT-Lock, protektor 14, belka speed-system, karabinki
Power-Fly , wyczep cena : 870 zł


Uprzęże bez karabinków:
- Fly L stan bardzo Nowa, cena : 600 zł
- Fly L do naprawy, cena : 350 zł

Realizacja weblemon.org   Copyright © 2001-2017    Paralotnie Nauka Latania góra