strona główna paralotnie.org główna
aktualnościNajnowsze
Całe archiwum
2008-02-25 13:48:05

Miło mi poinformować, że film z wyjazdu paralotniowego do Indii i Nepalu został zakwalifikowany do prezentacji na Ogólnopolskich spotkaniach podróżników żeglarzy i alpinistów Kolosy 2007.

Prezentacja odbędzie się  6  marca 2008 po godzinie 21:00 r. w Centrum Gemini - kino Siver Screen ul. Waszyngtona 21, Gdynia Dokładny program Kolosów pod adresem :

http://www.kolosy.pl/program2008.php

2008-02-25 13:46:39

Jest już dostępna wstępna wersja kalendarza na rok 2008

2008-02-14 09:57:52


Wczesnie rano wsiedlismy na wynajeta lodz i wyruszylismy w droge powrotna do Sajgonu. Przed nami 120 kilometrow kanalami i rozelwiskami delty Mekongu. Odwiedzilismy najwiekszy w regionie plywajacy market ze setkami malych lodek, z ktorych mozna bylo zakupic swieze owoce i  warzywa.

Mielismy przed soba caly dzien spokojnej podrozy po rzece, nalezy nam sie odpoczynek. Mekong miejscami ma wielkosc naszej Zatoki Puckiej a miejscami ledwo udawalo nam sie przeplynac mala lodka turystyczna.

2008-02-14 09:55:52

Dzisiaj zaplanowalismy powrot z wyspy. Niestety zabraklo biletow na szybki prom i jestesmy skazani na prom towarowy. Po zaladowaniu parudziesieciu skrzynek z owocomi morza zabraklo miejsca dla pasazerow. Cala droge siedzielismy na cieknacych kartonach z rybami. Pelna korba. Mielismy plynac dwie i pol godziny, a tu sam zaladunek towarow trwal trzy a podroz lodzia cztery. Na lodke zostalismy zabrani "na lewo". Lodz nie byla przystosowana do przewozu pasazerow, wiec nie moglismy zawinac legalnie do portu. Na zatoke wyplynela po nas mala lodka motorowa, na ktorej oprocz nas plynely trzy motory, pare skrzynek i kilku wietnamczykow. Jakims cudem udalo nam sie wsiasc do autobusu, ktory jechal do celu naszego wyjazdu czyli miasta Can Tho. Podroz trawala szesc dlugich godzin, wszyscy byli bardzo wyczerpani i bez zwloki polozyli sie spac.

2008-02-13 17:55:36


Wczesnie rano pobudka i na motory zwiedzac polnocna czesc wyspy. Sprezeni na maksa wyjechalismy dopiero po dwoch godzinach: najpierw nie bylo dla wszystkich skuterow, potem Andrzej mial maly wypadek na skuterze i musial wziac prysznic i opatrzyc rany. Grzesiek zlapal dwie gumy pod rzad; ja musialem zmienic skuter, bo brakowalo w nim amotyzatorow itp itd i tak mielismy ponad dwie godziny opoznienia i ponad 70 km do przejechania w terenie mocno off roadowym. Poza zamieszaniem zwiazanym z poczatkiem wyprawy niewiele da sie na temat tej trasy napisac... zeby zdazyc z powrotem przed zmrokiem caly czas jechalismy na pelnym gazie z mala przerwa na kapiel i snorkeling. Pare odcinkow przebiegalo polna sciezka z mostkami zrobionymi z bambusowych kijkow. Na skuter troche za ekstremalnie, trasa wybitna na motor crossowy. Wyjazd zakonczylismy kolacja zlozona z 6 kg krewetek i 2 kg krabow. A co? dzien wczesniej przejadly mi sie kalmary a dzisiaj krewetki.


Uff... jak jest Ranigast po wietnamsku?

2008-02-13 17:54:33

Nie spieszac sie po sniadaniu wypozyczylismy skuterki i troche z nudow troche dla rozruszania kosci ruszylismy na objazd poludniowej czesci wyspy. Juz po paru kilometrach okazalo sie, ze klimaty sa tak 'zajebiszczne', ze stajemy co pareset metrow robic zdjecia. Z mapy wynikalo, ze czeka nas kilkunastokilometrowy prosty odcinek gruntowej drogi wzdluz wybrzeza, od paru dni nie padalo i spodziewalismy sie duzej ilosci kurzu. Przed "odcinkiem specjalnym" postanowilismy zatrzymac sie na kawe i lody. Po niecalym kilometrze poszukiwan znalezlismy lodziarnie przy hodowli perel. Dalej nuda, cieplo, kurz i tak dalej nuda, cieplo....., po 20 km dojechalismy do wioski rybackiej z zimnym swiezo wazonym piwem BIA HOI, co za ulga przestalo skrzypiec w zebach :) W wiesce natychmiast przejal nas rybak i zaprosil na swoj kuter. Przez dwie godziny usilowalismy zlapac kalmary na haczyk bez przynety, z kolowrotkiem zrobionym z kawalka rury kanalizacyjnej. Co ciekawe naszym miejscowym rybakom bez wiekszych problemow udalo sie zlowiec na taki sam sprzet ryby i kalmary. Po powrocie z morza w asyscie calej wioski i trzydziestki dzieciakow zjedlismy zlowione dwa kalmary na ganku rybackiego domku. Tlum tak napieral, zeby zobaczyc bialasow, ze brakowalo powietrza. Trzeba bylo kupic torbe cukierkow, zeby odciagnac od nas uwage rozkrzyczanych dzieciakow. Atmosfera byla przyjacielska do momentu negocjowania ceny wyprawy na ryby. Mieszkancy wioski nagle posmutnieli, spowaznieli i zaczeli cos warczec pod nosem. Koniec koncow zaplacilismy po 5 dolarow na glowe i z wioski wyjechalismy z siatka pelna kalmarow. W drodze powrotnej zaczepila nas grupa klikunastu wyrostkow pijacych piwo i spiewajacych piosenke "Wietnam, Ho Chi Minh" a my im na to hymn Polski i "hej sokoly". Niestety nie moglismy goscic dluzej, spieszylismy na grilla - do zjedzenia mielismy przeciez 6 kg kalmarow.

Nie moge patrzec na kalmary ... odbijaly mi sie przez trzy dni :)

2008-02-09 12:19:33
Od switu wszyscy nerwowo pakuja sie przed wyprawa na nurkowanie. Przed nami 1,5 godziny na lodzi zanim dotrzemy do rafy. Przejrzystosc wody nie jest taka jak w Egipcie, ale miejsce wyglada zachecajaco.
Od razu na samym poczatku przy przedmuchiwaniu maski usiadlem na jezowcu i do konca nurkowania piekla mnie d... . Nie mam duzego doswiadczenia w nurkowaniu i mi sie bardzo podobalo, ba mozna powiedziec, ze jestem zachwycony.
Wieczorem wyprawa na skuterach do centrum miasta, podobno ma przyjechac wesole miasteczko.
2008-02-09 12:18:49
Pozna noca, albo jak kto woli wczesnym rankiem o godzinie 3:45 ruszylismy na samolot na wyspe Phu Quoc. Przywitala nas mocna ulewa, od samego poczatku ruszylismy na poszukiwania swiezych owocow morza. Po 2 godzinach bylismy po trzecim posilku.
Miejsce do mieszkania super! piasek, plaza, cieple morze i tabuny wylegujacych sie na plazy Niemcow i Anglikow (tabun to okolo 12 sztuk)
2008-02-07 10:50:57

Od rana zwiedzalismy na rikszach rowerowych chinska dzielnice Sajgonu.
Pagody i pagody i jeszcze raz pagody, dosc juz mam zwiedzania ....:)

Dzisiaj oddzielil sie od stada Kacper, siedzi juz pewnie w samolocie do Australii. Jedzie do Manili zrobic pare trzystukilometrowych przelotow i wroci do Polski.

 

2008-02-07 10:50:55

Przezylismy male dejavu, wczoraj byl w Sajgonie byl sylwester 2008 roku. Bardzo dziwne przezycie, od rana z calego Sajgonu schodzili i zjezdzali na skuterach mieszkancy. Cala ta masa luda plynela majestatycznie w strone centrum miasta. Obchody koncentrowaly sie w obrebie duzej sceny, na ktorej byly koncerty i przemowienia partyjnych dzialaczy. Rozentuzjazmowany tlum krazyl caly czas pomiedzy scena a duzym rondem w centrum. Niekonczaca sie rzeka skuterow zatrzymala sie na 10 sekund przed godzina 24:00.Nastapilo uroczyste odliczanie, po ktorym bez wyraznego znaku wszystkie skutery ruszyly nad rzeke ogladac pokaz fajerwerkow. Po niecalych 5 minutach zostalismy sami na placu przed scena.
Z lekka zaskoczeni i samotni ruszylismy w strone hotelowej restauracji, niestety po 10 minutach pokaz sztucznych ogni sie skonczyl i rozszalala fala skuterow wlala sie ponownie do centrum. Zostalismy osaczeni na glownej ulicy miasta, do hotelu brodzilismy w tlumie malych wietnamskich ludzikow przez okolo 2 kilometry. Czulem sie jak bym satl na drodze stada antylop gnu pedzacych do wodopoju.

PS.
Z okazji Nowego roku cala grupa pragnie zlozyc najserdeczniejsze zyczenia dla naszych kolegow z Polski. Jest tu bardzo cieplo i slonecznie, 36 stopni w cieniu starszna nuda. Jedzenie smaczne ale schabowy z kapusta lepszy, bardzo tesknimy za piekna polska pogoda, silnym wiatrem i deszczem ze sniegiem :)

2008-02-07 05:48:11
Wieczor zakonczylismy na kolacji zorganizowanej przez wietnamskich pilotow.
Chyba troche probowali zrobic na nas wrazenie zamawianymi potrawami, kazda kolejna byla dziwniejsza. Apogeum byla koabra, ktorej swieza krew musielismy wypic z wodka zagryzajac jej surowym jeszcze bijacym sercem.
W rogu sali obok akwarium z swiezymi owocami morza siedzial maly tlusciutki piesek - ciekawe czy tez wyladuje na talerzu.

Okazalo sie, ze Azjaci wcale nie maja takich slabych glow, dzielnie dotrwali do ostatniego toastu za "przyjazn polsko-wietnamska" :)
2008-02-05 10:14:44

Po calonocnej podrozy autobusem o 4:50 dotarlismy do Sajgonu. Niestey pokoje hotelowe nie byly jeszcze przygotowane i wluczylismy sie po miescie do 12. To znaczy grupa sie wluczyla bo Kacper i ja biegalismy miedzy Air Vietnam i Air France probujac uratowac nasze rezerwacje na lot do Phu Quoc.

Z godzinke ruszamy do krawca zamowic garnitury, ktore odbierzeby po powrocie z wyspy gdzie zamierzmy nurkowac i smigac na Kitach.

2008-02-04 04:20:39
.....byla superrrr !!!!
Zamowilismy drugi raz jajeczko z nienarodzona kaczka w srodku. Poprzednio jedlismy jaja oznaczone numerem 1, tym razem dostalismy jajka z numerkiem 3, i to byl blad ! Okazalo sie ze numerami oznaczone sa stadia rozwoju zarodka. Numer 3 to kaczka z piorami, dziobkiem i koscmi. Poddalismy sie i nie dojedlismy do konca.

Zaraz smigamy na latanie, potem szybki prysznic i do Sajgonu na TET, czyli chinski nowy rok. W Sajgonie zostaniemy dwa dni.
2008-02-03 12:59:05
Dzis bardzo sumiennie wypelnilismy nasze obowiazki wobec grupy, Kacper obczajal warun siedzac w pelnym sloncu na gorze, a ja smigalem z grupa na skuterkach po okolicy. Po 13 zrobil sie super warun, niestey wtedy role sie odwrocily i Kacper polecial, a ja w pelnym sloncu startowalem pilotow :(

Za 10 minut smigamy na pieczona zabe i bijace serce kobry..... ciekawe co z tego bedzie??
2008-02-03 02:39:55
Kolejny dzien przywital nas slabym wiatrem i poczatkowo bezchmurnym niebem. Warunki do latania bardzo dobre podstawy na 2500m, pod koniec dnia niebo sie przykitowalo i nie pozwalalo na wykonywanie lotow termicznych. Ostatni zlocik na ladowisko cala grupa zakonczyla grajac z miejcowa druzyna w siatkowke.

Po lataniu wybralismy sie na slimaki, niektore dobre inne takie sobie. Hitem wieczoru stalo sie jajko kaczki z pisklakiem w srodku. Wietnamskie kaczki wysiaduja jajka, ktore przed wykluciem pisklecia gotuje sie na twardo. Trudno sie przemoc do zjedzena, ale smakuje wybornie.
2008-02-02 08:36:00
Na gore do latania przyjechalismy o 9 rano. Po odprawie z wietnamskimi pilotami zaczelismy oczekiwanie na warun. Skwar niemilosierny 35 stopni w cieniu i niemilosiernie palace slonce. Po 8 godzinach oczekiwania zrobil sie warun polecial kacper i paru innych pilotow, niestety za godzine warun sie skonczyl, zaczelo bardzo wiac ze zlego kierunku :(

Kolacje zjedlismy w barze gdzie samemu mozna zrobic sobie spring-rolle. Glownym skladnikiem wiosennego rolla jest zielenizna jaka w Polsce zywia sie tylko kury i kaczki :)
Wieczor zakonczylismy w restauracji karaoke z miejcowymi pilotami.
2008-02-02 08:35:24
- 8:00 sniadanie (owoce, jajecznica, kawa i swiezy sok z pomaranczy)
- 10:30 pierwszy przedobiednik (krewetki, kawa i lody)
- 12:00 drugi przedobiednik (zupka, kalmary i sok z owocow)
- 13:00 obiad wlasciwy (ryz z owocami morza, kurczak curry z trawa cytrynowa i            zupka oraz kawa)
- 14:30 pierwszy poobiednik (malze na parze)
- 15:30 drugi poobiednik (tofu w clay-pot)
- 16:00 podwieczorek (lody i kawa)
- 21:00 kolacja (ryz z warzywami, piwo)
- 23:00 przekaska przed snem (spring-roll i ranigast max :)
Realizacja weblemon.org   Copyright © 2001-2017    Paralotnie Nauka Latania góra