Po czterech miesiacach szkolenia w niedziele udalo mi sie zdać egzamin na Pilota Wiatrakowca.
Yes, Yes, Yes !!!!!!
08-12 wrzesnia 2009 w Borsku
Serdecznie zapraszam na Mistrzostwa Polski PPG .
warunki uczestnictwa:
Świadectwo kwalifikacji oraz aktualne OC
Wpisowe: BRAK !!!!!
Organizatorzy:
Aeroklub Polski
Glide Club Gdynia
Szkoła Latania "www.paralotnie.org"
Dla ciekawskich podsyłam zdjęcia wiązek kabli które ślicznie spiął mój ojciec.
Można sobie porównać ze starymi zdjęciami, jest drobna różnica :)
Elektryka - pass
Instalacja paliwowa – pass
Mocowanie silnika – pass
Nie wytrzymałem i wyprowadziłem z garażu samolocik w celu zrobienia prób silnika.
Sąsiedzi oszaleli, wszystkie śmieci im wywiało ze śmietnika.
Po długiej nieobecności powrócił na łono rodziny Jakub ojciec Kamila elektryk z zawodu.
Sprawdził wszystkie połączenia fachowym okiem ……. I wszystko okazało się być OK. !
Wczoraj w nocy skończyłem instalacje intercomu i radia.
Wczoraj w nocy wróciłem ze świeżo wyremontowanym silniczkiem. Lista wymienionych części jest bardzo długa, co z tym idzie cena remontu nie była niska :)
Heniek Orwat stanoł na wysokości zadania.
Wreszcie udało się zamontować przedni widelec, Mariusz wyprodukował śliczne chromowane cudeńko.
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5311205995092910738
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5311206138863843282
Przednie zawieszenie czeka na zrobienie powłoki galwanicznej, i już za momencik w przyszłym tygodniu zostanie zamontowana w samolocie. W tym tygodniu udało się skończyć przeróbki instalacji paliowej. Zacząłem się grzebać w elektryce :( trudna sprawa ???!!
Przedtem :
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5309449349251221666
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5292404895807782306
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5295570635588133234
Tak to teraz wygląda :
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5309444184310407282
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5309444218321588706
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#5309444239244771954
Zamontowałem nowe opony, wymieniłem łożyska w zawieszeniu.
Do końca robót zostały mi do wymiany węże w instalacji paliwowej i poprawki w elektryce.
Do Henryka Orwata przyszedł już wał do silnika za dwa tygodnie powinienem serce samolotu mieć z powrotem w domu.
Dzisiejszy dzień minoł pod znakiem zabawek. Wcześnie rano kurier przyniósł długo odczekiwany model śmigłowca, od razu ochoczo zabrałem się do składania.
W południe wyczerpany skręcaniem drobnych elementów śmigłowca przeniosłem się do garażu na większego ptaszka. Mariusz Sorn ( chwała mu za to ) poskładał napęd do lotek. W ciągu 3 godzin udało się zakończyć temat całego usterzenia, wszystkie napędy zostały wyczyszczone, nasmarowane i wyregulowanie .
Nastał wieczór i właśnie usiadłem do sklejania modelu depronowego J
Po paru godzinach ręcznych robótek , udało się zdemontować napędy usterzenia kierunku, oraz przednie kółko i co najważniejsze silnik. Za dwa dni silniczek wyląduje bezpiecznie w warsztacie u Henia Orwata gdzie zostanie gruntownie wyremontowany. Jak wszystko dobrze pójdzie powinien wrócić do mnie po 20 lutego.
Zapraszam do obejrzenia relacji fotograficznej z wypadu
paralotniowego z Indii i Nepalu, oraz Andamanów z 2008 roku.
Mam nadzieje, że przypadną Wam do gustu, tradycyjnie starałem się
ukazać Azję w trochę inny sposób.
Parę godzin zajęło mi wstępne wysprzątanie Tajfuna. Zdemontowałem zbiorniki zacząłem grzebać się w elektryce, mój poprzednik miał fantazje. Słówko plątanina jest tu na miejscu :)
Fotki na :
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#
Nadejszła wiekopomna chwila…a w zasadzie nawet dwie… Ale po kolei.
Pierwsze pół beczki piwa, na które zapraszamy Was 16 stycznia o 19.00 do pubu Donnegal w Gdyni (ul. Zgody 10) stawia Kamil. Okazja okrągła - 10-lecie szkoły latania. Ponad 1000 kursantów, kilkunastu instruktorów, czterech kadrowiczów. Najbardziej dumny jest z wyszkolenia co najmniej kilku setek beznadziejnych przypadków, które do dzisiaj cieszą się lataniem w pełnym zdrowiu – jest co opijać.
Drugie pół beczki piwa, serwowane dla wygody w tym samym miejscu i czasie stawia Kacper – nasz nowy Mistrz Polski XCC!
Serdecznie zapraszamy fanów, sympatyków i konkurencję! Dla najlepiej przebranych – możliwość zrobienia zdjęcia pamiątkowego z bohaterami wieczoru!
Kamil i Kacper
Zapewne część z was pamięta mój zimowy pomysł na blazę z 2007 roku. Calutką zimę spędziłem w garażu przy „projekcie Cień” remontując Hondę Shadow.
http://picasaweb.google.com/cienciwa/HondaShadow2007#
Parę dni temu zacząłem prace nad nową miłością. Mam zamiar rozłożyć sprzęta do ostatniej śrubki zmienić elektrykę wyremontować silnik złożyć do kupy i polecieć na wiosnę J
http://picasaweb.google.pl/cienciwa/ProjektTajfun#
Trzymajcie kciuki
Wylądowaliśmy w Warszawie, różnica temperatur 30 stopni.
Ja chce wracać buuuuuuuuuuuuuu
Mamy już ostatni fragment trasy do pokonania. Przejedziemy przez rezerwat ludu Jarawa , jest to mały czarny ludek z dziadami w opaskach biodrowych. Podobno bardzo nie lubią jak im się robi zdjęcia chowamy więc aparaty fotograficzne, po co narażać się dzikusom. Przed wjazdem do rezerwatu pojazdy zbijają się w kolumnę, dostajemy uzbrojoną ochronę. Nie ma szansy za zrobienie postoju żeby lepiej się przyjrzeć miejscowym.
Dojechaliśmy do Port Blair udało się nam zjeść dobrą rybę i Tiger proms. To były jedyne dobre owoce morza, które udało się zjeść w restauracji na wyjeździe na AndamanyZanim zjedliśmy śniadanie pożegnaliśmy się w hotelu i wynajęliśmy jeepa, zrobiła się godzina 12. Przed nami 9 godzin drogi, a o godzinie 15 zamykają rezerwat przez który prowadzi droga na Havellock. Postanowiliśmy jednak wyruszyć i dojechać jak najdalej się uda, resztę trasy pokonać dnia następnego. Udało nam się dojechać do ostatniej przeprawy promowej do granicy rezerwatu. Nie udało nam się znaleźć hotelu bo w tej mieścinie nie było hoteli, oprócz jednego w którym warunki były jak na dworcu wschodnim w Warszawie. Zaczęliśmy nerwowo zastanawiać się co zrobić, byliśmy u księdza porozmawiać o noclegu, nie udało się. Ksiądz opowiedział nam o hotelu dla prominentów który zasadniczo nie wynajmuje turystom, ale co było robić to była nasza ostatnia szansa. Po długich negocjacjach używając różnych argumentów łącznie z płaczem i opowieściami o kobietach w ciąży. Udało się, dostaliśmy dwa pokoje.
Po paru dniach byczenia się na wyspie popłynęliśmy na północny kraniec Andamanów. Najpierw promem potem autobusem, który po 30 minutach złapał gumę a po kolejnej godzinie zablokował mu się most. Resztę drogi pokonaliśmy na pace jeepa. Lądujemy w zdecydowanie najgorszym hotelu na tym wyjeździe.
Wynajęta łódka po 3 godzinach podpłynęła do wyspy, która wygląda jak po przejściu epidemia i cyklonu. Jesteśmy jedynymi turystami na wyspie mieszkamy w jedynym hoteliku. Sami musieliśmy nosić do hotelu nasze toboły nie ma tu taxi i motorków do wynajęcia. Za to jest trochę śliczno i trochę straszno. Śliczno bo przyroda jest nie skażona wszystko porośnięte jest dżunglą i piękną roślinnością, bardzo mało jest palm kokosowych. Straszno ponieważ wyspa wygląd jak by została porzucona przez ludzi w wielkim pośpiechu. Sześć lat wcześniej na wyspie była ogromna fabryka sklejki, z powodu braku opłacalności produkcji z wyspy wyjechało 1500 osób pozostawiając opuszczone domostwa.
Dziś byliśmy na nocnym nurkowaniu niestety to był ostatni nur na naszym wyjeździe. Bardzo się obawiałem ponieważ to było moje pierwsze nocne nurkowanie w życiu. Nie było jednak tak źle okazało się, że nocne nurkowanie jest bardzo podobne do dziennego nura w polskim jeziorze :). Wczesnym rankiem ruszamy na Long Island.
Dzień zaczęliśmy od 40 minutowej przeprawy przez dżunglę , naszym celem było snorkowanie w miejscu zwanym Elephant Beach. Okazało się, że nie trzeba wynajmować skomplikowanego sprzętu i schodzić pod wodę na kilkanaście metrów. Wszystko to jest na tej plaży na wyciągnięcie reki na głębokości paru metrów.
Po wielu godzinach poszukiwań udało się w końcu zaobserwować rybkę Nemo w naturze. Mieszkała w raz z liczną rodziną w ukwiale, rybki radośnie kolebały się w falującej wodzie nie odstępując parzącego przyjaciela na centymetr.
Raczej nie jestem romantykiem, ale zostałem przymuszony do wyprawy na najpiękniejszą plaże na świecie. I rzeczywiście była piękna, a najpiękniejsze w całej wyprawie była mała włoska knajpka na palach w której zjedliśmy super krewetki.
Light House to pierwsze miejsce w którym nurkowaliśmy. Miejsce fantastyczne widoki superr mieli racje ci co mówili ,że to jedna z piękniejszych raf na świecie. Nurkowaliśmy na około kilkudziesięcio metrowej wyspy South Button.Taka była fala, że całą drogę płynęliśmy w łódce w piankach i maskach. Warto było można tam zobaczyć żółwie, krowy morskie, mureny.
Po paru godzinach poszukiwań udało nam się znaleźć odpowiednie lokum i wybrać firmę z którą zamierzaliśmy na wyjeździe ponurkować. Śpimy w ślicznych domkach z trzciny, za toaletę musi nam wystarczyć dziura w podłodze, za to morza mamy 10 metrów. Wstępne oględziny wyspy wskazują na to, że jeść będziemy Dal bat a o krewetkach i innych morskich frykasach możemy tylko poważyć .
Dzisiaj dojeżdża do nas druga grupa i lecimy na Andamany archipelag długości 352 km i szerokości do 51 km składający się z 576 wysp z których TYLKO 26 jest zamieszkałych.
Ladujemy w miejscowości Port Blair skąd dalej wyruszamy promem na wyspę Havellock.
Dla naszej grupy nadszedł dzień wyjazdu. Jak to mamy w zwyczaju odprowadzamy grupę na lotnisko i pomagamy w razie „W” . Często zdarzało się że były kłopoty z naszym nadbagażem i potrzebna jest pomoc w dogadaniu się z liniami. Na lotnisko w Delhi nie można wejść jak na Okęcie, wejścia pilnują uzbrojeni ochroniarze i wpuszczają tylko osoby posiadające bilety. Byliśmy na to z Arkiem przygotowani i mieliśmy wydrukowane bilety elektroniczne . Odpraw poszła gładko, tylko jedna osoba musiała przepakować 5 kg noży nepalskich że by uniknąć nadbagażu.
Uściskaliśmy wszystkich na pożegnanie i próbujemy wydostać się z lotniska. ZONK !!!! znaleźliśmy same wejścia i ani jednego wyjścia. Cztery i pół godziny zajęło nam wyjście poza teren hali odpraw. Nie udało się po groźbie , nie udało się po prośbie dopiero miła pani z linii lotniczych wytłumaczyła strażnikowi, nie polecieliśmy samolotem i wracamy do DelhiPrzed odlotem do Delhi postanowiliśmy zwiedzić stolice Nepalu. Droga z Pokhary do Katmandu zajmuje co najmniej 6 godzin, że by zdążyć za jasnego musimy w wyruszyć bladym świtem. Mieliśmy bardzo ambitny plany dotyczące zwiedzania, ale po 2 godzinach grupa podjęła decyzje o odwrocie. Popołudnie i wieczór spędziliśmy popijając piwko i obserwując ruchliwą ulicę na Temelu.

główna






